Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2013

"Piwo, piwo, piwo" - analiza i interpretacja

Darujemy sobie tym razem przydługie wstępy, Ci którzy są zainteresowani podobnymi rzeczami, niech skierują swe kliknięcia w stronę poprzedniego posta na blogu, czyli tego samego ale w wersji angielskiej. Jeżeli nie znają języka, to już jest ich problem...
(Tłumaczenie pochodzi z gry "Opowieści Barda". Jeśli interesujecie się grami RPG powinniście zerknąć na tą pozycję. Wykonanie pochodzące z gry przesłuchać możecie na przykłąd tu:

„Piwo, piwo, piwo, pyszne z pianką piwo, piwo.”
Piosenka rozpoczyna się od jasnego zaznaczenia, o jakim napoju będzie mowa, być może w przeświadczeniu, iż tytuł nie jest dość sugestywny. Nieco rozszerzając, autor anonsuje także piankę, cechę dość charakterystyczną dla chmielowego napoju. Znamy ją z setek kufli, walczyliśmy z nią, gdy próbowała się wyrwać ze świeżo otwartej butelki, moczyliśmy w niej wąsy i usta, wylewaliśmy i zdmuchiwaliśmy ją ze szklanek... w naszej i poety świadomości jest nieodłącznie związana z piwem.

„Dawno, dawno temu, w historii daleko,”
Bajkopisarski zabieg umieszczenia akcji „za górami, za lasami, za siedmioma dolinami” i do tego w zamierzchłych czasach, służy zwolnieniu autora od ścisłego trzymania się faktów, czy wręcz od trzymania się faktów w choćby najmniejszym stopniu. To uwalnia wyobraźnie i potencjał twórczy, wybaczamy więc i nie będziemy się z tego powodu stroszyć.

„gdy do picia było, chyba tylko mleko.”
Oto dotarliśmy do bardzo znamiennej różnicy między wersją anglojęzyczną a polską. Jeśli pamiętacie, to wam przypomnę, w wersji barbarzyńskiej mowa była o herbacie, tutaj jak wół stoi mleko. Znamienny to symbol różnicy kultur: dla Słowian podstawowym napojem bezalkoholowym było, jest i będzie, mleko, takie co się leje z krowy, o ile mnie wiadomo. Choć jest to napój zacny i godny polecenia, a w postaci sfermentowanego kumysu nadający się nawet na imprezkę, to nie może się równać z bursztynowym cudem, prawdziwym bohaterem piosenki. Tak czy owak, mamy określenie ram czasowych: gdzieś między udomowieniem bydła, a dniem dzisiejszym.

„Żył raz sobie człowiek, co zwał się Jasiek Kiep”
Oto nasz heros, który, o dziwo, żył, według autora poematu, tylko raz. Nieco ciężko w to uwierzyć, gdy się pomyśli z jakim niewiarygodnym człowiekiem mamy do czynienia, tacy zwykli żyć co najmniej dwa razy jeśli nie pięć. Jasiek Kiep było mu na imię, i pewno nie ma w tym imieniu więcej prawdy ponad to, że świetnie rymuje się z następnym wersem.

„I stworzył cudowny, chmielowy napój, po którym szumiał łeb.”
To jest to! Cud techniki się stał za sprawą Jaśka. Ludzkość otrzymała w darzę napój cudowny pod wieloma względami, na przykład: chmielowy. To jeszcze nie największy cud, wspomniana wcześniej pianka i delikatne bąbelki są kolejnymi, pod pewnym względem bardziej spektakularnymi, niezwykłościami piwa. Największą z nich wszystkich jest jednak zdolność przekazywania szumu bąbelków z cieczy wprost to głowy spożywającej je osoby. Ta właściwość godna boskiej ambrozji czyni z niego najcudowniejszy ze znanych ludzkości napojów! Każdy z nas może w ten sposób poznać wolność i radość pęcherzyka gazu wznoszącego się w cieczy wbrew grawitacji, ku górze.

„Hej! To pewnie był uczony, co rozum miał za stu.”
W wersji polskiej przypuszczenia co do profesji bohatera piosenki zmieniły się w sposób znamienny: tym razem podmiot liryczny zgaduje, że Jasiek był człowiekiem wielkiego intelektu. Musiał prze ca kimś takim właśnie być, by być w stanie stworzyć, w drodze eksperymentu i przemyśleń nad recepturą, najcudowniejszy z ziemskich napojów. Także „rozum za stu” należy przyjąć jako niedopowiedzenie, „rozum za tysiąc” wydaje się być lepszym oszacowaniem. Co do określenia go mianem uczonego, ja, a myślę, że i moi czytelnicy nie mamy najmniejszych zastrzeżeń.

„I zawsze wielkie, dzięki będziem składać mu.”
Oj będziem, będziem. Przez wieczność ludzkość, ta rozsądna jej część, będzie pamiętać i wychwalać twórcę chmielowego szczęścia w płynie. Gdyby Jasiek doczekał się pomnika, albo wręcz jakiejś świątyni niewielkiej, niewątpliwie codziennie świeże kwiaty dekorowały by te miejsca, umieszczone, zamiast w wazonie, w kuflu, lub butelce po piwie.

„Popatrzcie, co nam dał, dał szczęścia nam paliwo.”
Dla podkreślenia wymowy poprzedniego wiersza, mamy tu przypomnienie, że „paliwo szczęścia”, rzecz zupełnie niezwykła i wcześniej nieznana, jest zasługą Jaśka. Na wypadek gdybyśmy kiedyś zapomnieli, że zawdzięczamy nieomal całą radość naszego życia, Jaśkowi z przeszłości, jego przemyślnej zaradności, jego zdolności mieszania i fermentowania. Niechaj każdy spojrzy na swoje życie i stwierdzi czy przypadkiem wszystkiego co dobre nie zawdzięcza chmielowemu cudowi.

„Niech żyje nam nasz Jasiek Kiep, który wynalazł piwo”
Tak jest!

„Dębowy Bęben, Trowi Pub, a także Szczur Pijany,”
No cóż, nie mogę powiedzieć bym kiedyś spotkał się z lokalami o podobnych nazwach... Zdecydowanie piosenka została napisana już kilka ładnych wieków temu. Tak dawno, że nie wiadomo nawet co miało by znaczyć słowo „trowi”. Prawdopodobnie chodzi o bajkową istotę z folkloru wysp Szetlandzkich: trow. Jedna rada dla właścicieli barów, pubów i temu podobnych: „Pijany Szczur” to wyśmienita nazwa dla knajpy, na pewno z samej tylko ciekawości bym do niej zajrzał.

„jednego możesz być pewien, tam browar Jaśka jest lany.”
Zdecydowanie i to nie tylko w lokalach o podanych powyżej nazwach, w każdym lokalu, który śmie się nazywać pubem, ba, w każdej właściwie restauracji (z pominięciem barów mlecznych) napijemy się bez większego trudu złocistego piwka. Różne jego rodzaje goszczą na rynkach, każdy chce uszczknąć co nieco z chmielowego tortu upieczonego przez Jaśka Kiepa. Tysiące, setki tysięcy kranów w samej tylko Polsce leją wodę życia i oby tak było nadal!

„Więc chłopcy i dziewczęta o jedenastej dajcie STOP”
Polski tłumacz okazuje się być mniej seksistowski niż angielski/irlandzki autor i wzywa zarówno chłopców, jak i dziewczęta, do wstrzymania wszelkiej aktywności o godzinie jedenastej wieczorem, wieczorem bo dżentelmen/dama przed południem nie pije. O tejże godzinie trzeba nam się wstrzymać, wrzucić luz, oderwać kufel od ust, choć wydaje się to trudne i niezgodne z duchem wieczoru, wypada abyśmy tak uczynili, a to po to by:

„I Jaśka wspominajcie, bo fajny był to chłop.”
Tak właśnie, to tak niewiele by upamiętnić człowieka, któremu zawdzięczamy szczęśliwe życie. Poświęćmy w związku z tym każdego wieczora, gdy raczymy się piwem (czyli, rzeczywiście każdego wieczora), kilka sekund, dokładnie pięć, na uczczenie Jaśka.

„Raz, Dwa, Trzy, Cztery, Pięć...”
Odliczamy. Jeśli ktoś jest humanistą i ścieżki ścisłych umysłów są mu zupełnie obce, może zamiast odliczać do pięciu, poczekać bliżej nieokreślony czas, filozoficznie kontemplując zagadnienie piwa. Ci natomiast, którzy uważali na matematyce, niech liczą wspólnie z nami...

„Zamieszaj w beczce słodu i chmielu sypnij w połowie,”
Wreszcie w ostatnie zwrotce przechodzimy do szczegółów technicznych receptury, znanych dobrze każdemu człowiekowi na tej planecie, za wyjątkiem odpowiedzialnych za produkcję w wielkich kompaniach browarniczych, z niewiadomych przyczyn wiedza ta omija ich bezpiecznie szerokim łukiem. W każdym bądź razie, podstawową sprawą jest słód, cała jego beczka, w której solidnie przychodzi nam zamieszać. Jak już wzburzymy podstawę napoju, dodać musimy smaczek, czyli chmiel, autor proponuje pół beczki chmielu na pół beczki słodu, to solidna proporcja, której przestrzegać powinien każdy browarnik.

„od tego smarowania rozjaśni ci się w głowie.”
Tu autor nieco przedwcześnie zaleca smarować się wymieszanym materiałem, my wiemy jednak, że to tylko skrót poetycki i rzecz cała powinna popracować co nieco, wygenerować produkty uboczne, takie co to wytworzą bąbelki i takie co to zakręcą naszą głową. Już gotowy napój można zdecydowanie wykorzystać do smarowania, pewne regiony w piwnym raju, jakim są Czechy, słyną z kąpieli w jasnym z pianką, to jeśli chodzi o stosowanie zewnętrze. Głównie, zwykle, normalnie wykorzystamy piwko do naoliwienia naszego wnętrza, wlewając je poprzez otwór ustny i zapewniając skuteczne działanie maszynerii naszego ciał. Już po pierwszym łyku jasny błysk rozjaśni nasze myśli, jakby młode słońce wzeszło pod ponurą kopułą naszego umysłu. Tu uwaga: efekt nie jest permanentny i powinien być systematycznie podtrzymywany.

„Czterdzieści kufli dziennie zabije każdy ból,”
Każdy ból, dodajmy też, że wyleczy każdą chorobę. Jedyne co musimy robić to wypijać czterdzieści kufli w ciągu dnia. Nie jest to szczególnie dużo, choć nie da się ukryć, że o amatorskim piciu nie ma tu mowy. Taka ilość wymaga zaangażowania ciała i duch na poziomie głębokiego wtajemniczenia, wymaga treningów i samozaparcia, korzyści są jednak wielkie: wszelkie troski opuszczają nasze ciało i, przy regularnym stosowaniu metody, nigdy już w nie nie wracają.

„a koszt to osiem pensów i podatku pensa pół.”
Przechodzimy do spraw przykrych i już w dzisiejszych czasach nieaktualnych. Nie ma już pensów, a pół pensa podatku na towarze kosztującym osiem pensów to bajka, jakiej żaden obywatel wspaniałego współczesnego państwa nie jest wstanie ogarnąć umysłem. Wiemy przecież, że cywilizacja wymaga, aby około połowy ceny produktu zabierane było w formie podatku, dla naszego i waszego zdrowia, szczęśliwości i bezpieczeństwa: jasnym jest w końcu, że posiadanie zbyt wielkich ilości pieniędzy jest niebezpieczne, banknoty są łatwopalne, a monetą można się bez trudu udławić. W dzikich czasach Jaśka podatek na kuflu piwa wynosił ledwo pół pensa, czyli nieco ponad pięć procent, dziś wyższe podatki nałożone są na sałatę, chleb powszedni czy też książkę... piwo natomiast cierpi pod obciążeniami bliskimi 50 procent.

 

środa, 24 kwietnia 2013

Analisys and interpretation of the poem „Beer, beer, beer”

Today, for the first time, the blog entry will be in two languages. This is due to the fact that, also for the first time, we will perform an analysis and interpretation of the famous Irish/English bar song entitled „Beer, beer, beer”. The title itself does not leave much room for speculations what the song is about. If you guessing that it is about beer... you are right. But let us not jump to much ahead. Before anything happens let us introduce the performance of this wonderful piece by a splendid band „Flogging Molly”:
"Beer, beer, beer" Flogging Molly
 A fantastic experience, don't you agree? Now let us approach the content, line by line.

The song starts in a manner typical for fairy tales and barroom stories that separates the recipient from the story:

„A long time ago, way back in history”
In a peculiar double manner we are informed that the story took place a wast amount of time ago, so far in the past that one should not hope to obtain any reasonable evidence that would support the story and one should just trust that the content is fairly representing the past deeds.

„When all there was to drink was nothing but cups of tea”
As the assurances of the previous verse would not be enough, once again we are being assured that story reaches so far in the past that the only available drink was tee. We are not informed if this was green or black tee, but regardless, we can imagine that it must have been very, very long time ago. We can also guess immediately, if we have not know it prior, that the song has been created in teacentric countries of British Islands. In principle, it could have been of Chines origin, but we disregard that possibility, due to the fact that Chines did not mastered the beer making till this day. We can also feel the peril of the people of this age, as we imagine that all that we have for a nice evening sip is a Caramel.

„Along came a man by the name of Charlie Mops”
Finally the main protagonist of the story is introduced. This is similar to Homer introducing Achilles into „Iliad”: the great hero arrives into the scene to shape future events like only a true heroes and an offspring of goods can do.

And he invented a wonderful drink and he made it out of hops
The story unfolds. We knew heroes that slain vicious creatures, eight headed hydras and others of the sorts. But the hero of today is of more an intellectual sort. He is an inventor which, I will point out, is a good roll model for your children! This Titan of intellect managed to create an alternative to previously introduce tea – a drink of an unique composition based on a common herb called hops. How he arrived at his recipe we do not know. Maybe there were a long process of an experimentation and changing ingredients that eventually lead to this „wonderful drink”.

The content of a refrain shade additional light on the character of Charlie Mops:
„He might have been an admiral, a sultan, or a king”
The first line speculates about a potential line of work the protagonist followed. All suggestions reach heights of a human society. It is one of the possibilities, one could also add a title of Pharaoh to the list, but that would be reaching far too far into the land of reality. What is surprising there is no indication that Charlie should have been not only a men of a high statue and power, but also a men of an incredible intellect.

„And to his praises we shall always sing”
Agreed!

„Look what he has done for us, he's filled us up with cheer”
This line summaries in the most perfect way the message of the poem. It stress the positive influence of Charlie Mopse's invention on each particular drinker and a society in general. Note the plural form, this should remind us that even if at a certain point we are not nicely beered up, there is someone else in the world that is!

„Lord bless Charlie Mops,
The man who invented beer”

Last two lines just reminds us the name of our hero, the fantastic invention in question and calls onto a deity to give him all the virgins he desires.

„The Jury's Bar, the Clancy's Pub, the Hole in the Wall as well
One thing you can be sure of, it's Charlie's beer they sell”

We follow with naming but a few places in which one can acquire The Best Drink In The World (in short TBDINTW). And yes, we can be sure that in all bars, pubs, discos, restaurants and other reputable establishments we will be able to acquire a tiddly beer! The last name might be a little deceiving: Hole in the Wall... but let's be frank, when ones sees a name like these, there is no doubt that inside he will be able to get hammered nice and easy and probably for a moderate price. By the way, if some of my readers ever encounter pub named Hole in the Wall, pleas let me know, I would be thrilled to go there and drink myself into an oblivion.

“So come on all me lucky lads at eleven O'clock ye stops”
Yes in deed, we are lucky, but correcting a sexist bias of the old times let us say that equal well we can be lads and lassies. Next we have to note that the eleven mentioned in the text is ambiguous, but taking from our knowledge that the gentlemen does not start before noon, we can rule out a eleven AM and that leaves us with a eleven PM deep into an evening. So what is so important that we should stop all the fun that we are having at eleven PM for?

“For five short seconds, remember Charlie Mops”
That is it! For short five seconds we shall celebrate our hero, man that brought us joy of inebriation. That the least we can do to honor him (or her, let us continue a struggle against the old time sexism).

“One, two, three, four, five”
Don't panic! It is just a count down for previously mentioned five seconds, we did not migrated into the lands of mathematics, all will be fine.

“A bushel of malt, A barrel of hops, you stir it with a stick”
In the third and the final part of the song we finally arrive at the recipe for the wonder drink. We can immediately recognize that this is not something that a modern large brewery would use as they try to stay away from a hops to be added to their product. But in the original recipe by Charlie hops is an important ingredient along with a malt (whether it is from barley or otherwise is not specified here leaving an open field). We also recognize that one should stir it well enough for all the components to nicely mix. Simple enough, yet but few mastered it to the extent that they provide an excellent product. As always in life: the devil is in the details.

“The kind of lubrication to make your engine tick.”
In this poetic form the author explains a role of the golden drink in a human body: it serves a similar role as an oil in a mechanical engine. For the smooth operation of our bodies, in particular our brains and our harts, we need to provide sufficient quantities of beer. Without it we can function for a while but effects of a friction will lead to heating up of the machinery, that can permanently damage vital parts of it. This effect can be observed in personal experiments: we notice that the world seams to operate much more smoothly and easy when we are properly lubricated, this is in actuality an effect of better operating conditions of our own bodies (mostly the brain and the heart).

“Forty pints of wallop a day will keep away the quacks.”
Now we move to a bit more quantitative description of the effects of beer consumption. A word “quacks” in the sentence can be interpreted in meany different ways. Most obviously as “quacks” - sounds that we make when we are displeesed, from our experience we know that indeed beer keps them away perfectly (in contradiction to vodka which seams to make people even more whine that they initially were). The second interpretation is “quacks” as the sums of all evils in the world (disease, poverty etc.), the effect is somewhat connected to the first one and equally real. The third interpretation is that beer chases away an actual ducks, something to be tested next time we visit a countryside. The fourth interpretation is that it chases away all kinds of charlatans and fraudulent doctors, here an experience would suggest that it is exactly opposite. The fifth interpretation would be that it chases away quakers (a christian denomination), also unlikely for the same reasoning. One should note, that to see the effect fully and surely one should be prepared to drink hefty forty pints a day!

“ It's only eight pence ha'p'ny a pot and one and six in tax”
In the final veers we get to the one drawback of the great invention: a price. Although even here the author keeps its optimism, branding the price as low. This can be explained by the fact that he lived in a very primitive times, when taxes were scandalously low. It is not clear how terribly low they were: either 1/6 of a penny, or one penny or something else, which is, as well, low. For a comparison in a modern days Poland a distribution of a price of beer is as follows (for the cheapest one for a cheep effect): 1.14 PLN is the price of the drink itself and 0.86 PLN are the taxes - this is how far we have advanced a civilization since the commissioning of this song.

Cheers!


PS:
This turned out to be quite a bit longer than I anticipated. For that reason polish version will come as a separate entry soon.