środa, 19 grudnia 2012

Brzozy, trotyl i pochodne

Sprawa katastrofy smoleńskiej stała się tematem, którego w pewnych kręgach nie wypada poruszać, a jeżeli już, to tylko po to by pośmiać się chwilę z zainteresowania części mediów i społeczeństwa, z pancerności brzóz, ze znikającego trotylu. Tak się składa, że środowisko, o którym mowa, to młodzi wykształceni ludzie, typowo żelazny elektorat PO. Tak się składa.
Czy w samolocie był trotyl? Nie mam pojęcia - zapewne nie.
Czy był zamach w jakiejkolwiek formie? Nie mam pojęcia. Zapewne nie.
Czy rząd Rosji świadomie i z premedytacją działa na niekorzyść śledztwa? Nie mam pewności, ale zapewne tak.
Czy rząd Polski działa bez werwy, zaangażowania i generalnie nieudolnie przy wyjaśnianiu sprawy katastrofy? Zdecydowanie tak. Co jest szczególnie zaskakujące, biorąc pod uwagę, że dyplomacja była od lat najsilniejszą, i rzeczywiście silną, stroną tej ekipy.
Zapewne nie było zamachu. Dlaczego więc o sprawie pisać? Dlaczego rzucać się na każdy okruch wyniuchanego trotylu? To proste: dlatego że w dwa lata po katastrofie sprawa wciąż nie jest dogłębnie wyjaśniona! To wydaje się niemożliwe. W dwudziestym pierwszym wieku, w kraju zaliczanym do grupy rozwiniętych, nie można zaprząc wystarczających środków technicznych by wyjaśnić katastrofę samolotu w której zginęła głowa państwa, dowódcy sił zbrojnych i liczna grupa innych wpływowych ludzi władzy. Discovery Channel w ramach cyklu „Katastrofy w przestworzach” radzi sobie zdecydowanie lepiej. Może przyjdzie nam poczekać, aż zajmą się tą sprawą?
Problem części z nas polega na tym, że nie mamy ochoty czekać, że oczekujemy, że nasz rząd, wybrany demokratycznie przez naszych rodaków, będzie w stanie kompetentnie zająć się wyjaśnieniem tego zdażenia. Jeżeli nie potrafi tego zrobić, to musimy wciąż pytać o katastrofę, nie po to nawet by poznać jej przyczyny, ale po to by naświetlić niekompetencje rządzących. O to w tym wszystkim koniec końców chodzi, to jest najważniejszy wniosek płynący z katastrofy: rządzą nami nie idioci, nie złodzieje ale, po prostu, ludzie nieudolni. Ludzie, którzy nie potrafili poradzić sobie z chaosem medialnym rozpętanym przez władzę Rosji, chaosem który początkowo skłaniał mnie do przypuszczeń, że zamach jednak był - przecież jeśli Putin chciałby śmierci kogoś na pokładzie samolotu nie zawahał by się ani sekundy. Dopiero po czasie pewnym zrozumiałem, że chaos ten jest po części wynikiem ogólnego bałaganu panującego w Federacji, a po części grą propagandową ichnich władz, chcących pokazać, że w relacjach Polsko-Ruskich to oni mają pozycję dominującą - stara imperialna mentalność, przeniesiona bez zmian właściwie na grunt świata po upadku imperium.
Stąd pozycja Rosji nie jest już dla mnie zagadką, nie jest już interesująca. Ot, robią swoje. To samo co robili 40 lat temu, to samo co, o ile nie doczekają się prawdziwej zmiany na szczytach władz, będą robić i za lat 40. Niewyjaśnione pozostaje zachowanie polskiej dyplomacji. Wspomniałem już, że to najsilniejsza, być może jedyna silna, formacja drużyny Tuska. O ile kompetencji w gospodarce, szkolnictwie etc. nie spodziewa się po rządzie nigdy, o tyle kompetentnego zachowania w relacjach międzynarodowych jak najbardziej. Skąd więc ta wtopa? Jak to się stało, że śledztwo w sprawie katastrofy tak łatwo trafiło w ręce Rosjan? Tu zaraz ktoś zaśpiewa, że konwencja Chicagowska – ja w odpowiedzi zaśpiewam: to dyplomacja a nie matematyka, konwencje konwencjami, ale tam gdzie jest wola stron wszystko można dogadać i ustalić na warunkach odpowiednich do konkretnej sytuacji. Ustalenia z Chicago, w dość oczywisty sposób, dotyczą zwykłych samolotów pasażerskich. W omawianym przypadku, sytuacja jest szczególna i dość naiwnie jest myśleć, że ogólne przepisy powinny się do niej stosować. Woli rosyjskiej nie było – raz jeszcze – nie dlatego, że są winni, tylko dlatego, że jej władzę charakteryzują się średniowieczną mentalnością siły i dominacji, nie rozumiejąc takich słów jak współpraca i porozumienie. Woli polskiej nie było także – a przecież często do poradzenia sobie z chuliganem wystarczy wykazanie się odrobinką charakteru, tego zabrakło i do dnia dzisiejszego kompletnie brakuje.
Nie o brzozę tu chodzi. Brzoza jest mało istotna. Sama katastrofa, jej przyczyny, z całym szacunkiem dla rodzin ofiar, dla których to wydarzenie na zawsze pozostanie ważnym, ludzie którzy w niej zginęli, także tracą na znaczeniu z każdym upływającym dniem. Co nie traci na znaczeniu, co jest niebezpieczne w pewnej mierze dla nas wszystkich, co musi zostać wyjaśnione i co najważniejsze zmienione – to katastrofalne zachowanie naszej dyplomacji. Tu czai się prawdziwa treść katastrofy i prawdziwy powód dla którego codziennie i z uporem maniaka należy powtarzać historię o brzozach i trotylu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz